Mimo że współczesność wyposażyła nas w aplikacje monitorujące sen, liczące kroki i podpowiadające, kiedy powinniśmy „wziąć głęboki oddech”, niektóre rzeczy wciąż działają najlepiej w swojej najprostszej formie. Natura ma swój rytm. I choć dziś możemy kupić mango w styczniu, a rzodkiewkę w listopadzie, nasz organizm nadal reaguje na pory roku tak samo, jak reagował setki lat temu.
Możemy udawać, że tego nie słyszymy, ale ciało słyszy bardzo dobrze.
Jednym z najbardziej wrażliwych „słuchaczy” jest mikrobiom jelitowy: ogromny ekosystem mikroorganizmów, który pracuje dla nas 24/7, bez przerwy. W zamian ma tylko jedną prośbę: karm mnie mądrze. A sezonowe jedzenie jest tutaj czymś w rodzaju menu degustacyjnego, stworzonego specjalnie pod jego potrzeby.
Dlaczego sezonowość robi różnicę?
1. Zimą dostajemy to, co grzewcze. Latem to, co chłodzi. Przypadek? Nie sądzę.
Kiedy w przyrodzie jest zimno, rośliny koncentrują energię w swoich korzeniach. My z kolei działamy podobnie.
Nie bez powodu zimą organizm woła o pieczone warzywa korzeniowe, rozgrzewające zupy i sycące dania. To naturalny sposób na dostarczenie większej ilości błonnika i skrobi opornej – czyli tego, co mikrobiom lubi najbardziej. Badania wskazują, że błonnik jest kluczowy dla różnorodności mikrobiomu.
Latem z kolei rządzą owoce i warzywa pełne wody – ogórki, truskawki, sałaty. Zgadnij dlaczego? Bo organizm nie jest fanem spontanicznego przegrzewania się, a mikrobiota ma w tym interes: wysoka temperatura i odwodnienie nie sprzyjają ogólnemu dobrostanowi organizmu – a to przekłada się także na stan jelit.
2. Sezonowość to automatyczna różnorodność (a mikrobiom kocha różnorodność)
Jedzenie zgodne z porami roku zmusza nas – w pozytywny sposób – do rotacji produktów.
Inna zielenina wiosną, inne owoce latem, inne warzywa jesienią. A każda zmiana oznacza nowe typy błonnika, polifenoli i związków odżywczych, czyli paliwo dla różnych grup bakterii.
Mówiąc prościej: im większy bałagan na talerzu (w sensie różnorodności, nie estetyki), tym lepiej dla jelit. Różnorodność mikrobiomu jest wymieniana w literaturze jako jeden z kluczowych elementów zdrowia jelit.
3. Zgodność z rytmem biologicznym, czyli dlaczego organizm nie działa jak lodówka
Możemy próbować żyć tak samo w styczniu i lipcu, ale nasz organizm ma swoje zdanie.
Wiele osób odczuwa zimą mniejszą energię i większą potrzebę sycących potraw – co może wynikać z krótszych dni, mniejszej ilości słońca i zmian w aktywności. Nic dziwnego, że ciągnie nas wtedy do potraw rozgrzewających.
Wiosną organizm się „budzi”, przestawia na oczyszczanie i odbudowę – dlatego młode warzywa liściaste są wtedy jak znalazł. Latem priorytetem jest nawodnienie i lekkość, a jesienią magazynowanie i wzmacnianie odporności.
Każdy sezon przynosi nam coś innego, a mikrobiom to doskonale odczuwa.
4. Zimowe gotowanie to rodzaj terapii – nie tylko dla nerwów, ale i dla jelit
Jesień i zima to czas, gdy nagle przypominamy sobie o istnieniu garnka, który można postawić na małym ogniu i zostawić go tam na godzinę. Duszone warzywa, jednogarnkowe potrawy, długo gotowane buliony – to wszystko pokarm dla jelit w wersji premium:
- składniki odżywcze są łatwiej przyswajalne,
- trawienie jest łagodniejsze,
- a układ nerwowy przechodzi w tryb „jest mi dobrze, mogę odpocząć”.
Jeśli po misce gęstej zupy czujesz się, jakby ktoś owinął Cię ciepłym kocem – to nie przypadek. To fizjologia.
5. Uważność, tradycja i poczucie zakorzenienia (mikrobiom to naprawdę lubi)
Jedzenie sezonowe ma jeszcze jedną supermoc: przywraca nam poczucie bycia częścią czegoś większego.
Robienie zakupów na lokalnym targu, gotowanie z tego, co akurat dojrzewa, dzielenie się jedzeniem z bliskimi – to są rzeczy, które uspokajają nie tylko głowę, ale i jelita.
Wbrew pozorom mikrobiom reaguje na stres. I naprawdę woli, gdy jedzenie jest rytuałem, a nie zadaniem na liście rzeczy do zrobienia.
Sezonowość: nie chodzi o ideał, chodzi o kierunek
Nikt nie mówi, że musisz wyrzucić z kuchni awokado albo patrzeć z wyrzutem na pomarańcze, które nie widziały Europejskiej ziemi. Chodzi o to, by częściej sięgać po to, co rośnie tu i teraz – bo organizm wie, co z tym zrobić.
To spokojne, zdroworozsądkowe podejście.
A jeśli przy okazji Twój mikrobiom będzie zachwycony? Zyskujesz podwójnie. 🙂
Źródła:
- Smits et al., 2017 – Seasonal cycling in the gut microbiome of the Hadza hunter-gatherers, Science
- McDonald et al., 2018 –The American Gut Project
- Cummings & Macfarlane, 1991 – The control and consequences of bacterial fermentation in the colon
- Foster et al., 2017 – Stress & the gut microbiota, Annual Review of Physiology